tłumaczenia -
ci mogła pomóc, panie Tynianie - obiecała Sephrenia. - Sama nie praktykuję przywoływania duchów, ale znam odpowiednie zaklęcia.
Kurik wstał.
- Pójdę spakować potrzebne rzeczy - powiedział. - Chodź ze mną, Bericie. Talenie, ty też.
- Będzie nas dziesięcioro - przypomniała mu Sephrenia.
- Dziesięcioro?
- Pojedzie z nami Talen i mała Flecik.
- Czy to rozsądne? I czy naprawdę konieczne? - zaprotestował Sparhawk.
- Tak. Będziemy szukać pomocy u Młodszych Bogów Styricum, a oni lubią symetrię. Było nas dziesięcioro, gdy zaczynaliśmy poszukiwania, więc teraz też powinno nas być dziesięcioro. Nagłe zmiany niepokoją Młodszych Bogów.
- Niech będzie, jak mówisz. - Rycerz zgodził się niechętnie. Vanion
wstał i począł przechadzać się po komnacie.
- Lepiej zaczynajmy od razu - powiedział. - Będzie bezpieczniej, jeśli opuścicie klasztor przed świtem, nim podniesie się mgła. Nie ułatwiajmy zadania szpiegom obserwującym naszą siedzibę.
- Zgadzam się z tym w zupełności. - Kalten również się podniósł. - Wolałbym nie ścigać się z gwardzistami prymasa przez całą drogę do jeziora Randera.
- A więc dobrze - rzekł Sparhawk. - Zaczynajmy. Mamy coraz mniej czasu.
- Zostań na chwilę, Sparhawku - powiedział Vanion, gdy inni zaczęli opuszczać komnatę.
Sparhawk poczekał, aż wszyscy wyjdą, po czym zamknął drzwi.
- Otrzymałem dzisiejszego wieczoru wiadomość od hrabiego Lendy - oznajmił
tłumaczenia mistrz.
- Jaką?
- Prosił, abym cię uspokoił. Annias i Lycheas nie podejmują dalszych działań przeciwko królowej. Widocznie niepowodzenie ich spisku w Arcium wprawiło Anniasa w duże zakłopotanie. Nie będzie powtórnie ryzykował robienia z siebie głupca.
- Kamień spadł mi z serca.
- Lenda dodał jeszcze coś, czego nie w pełni rozumiem. Prosił, abym ci przekazał, że świece palą się nadal. Czy wiesz, co miał na myśli?
- Dobry, stary Lenda. - Ponure oblicze Sparhawka rozjaśnił ciepły uśmiech. - Prosiłem go, aby nie pozostawił Ehlany samej w ciemnościach.
- Nie myślę, aby to miało dla niej jakieś znaczenie.
- Ale ma dla mnie -
rzekł Sparhawk.
ROZDZIAŁ 2
Po kwadransie zebrali się na dziedzińcu. Mgła jeszcze bardziej zgęstniała. Nowicjusze krzątali się w stajniach siodłając konie.
W głównym wejściu pojawił się Vanion. Jego styricka szata pobłyskiwała w mglistych ciemnościach.
- Posyłam z wami dwudziestu rycerzy - powiedział cicho do Sparhawka. - Będziecie bezpieczniejsi w przypadku, gdyby ktoś was śledził.
- Musimy się śpieszyć, Vanionie - zaprotestował Sparhawk. - Jeżeli weźmiemy z sobą innych, będziemy musieli dostosować tempo jazdy do najwolniejszego konia.
- Wiem o tym - odparł cierpliwie Vanion. - Nie musicie długo jechać razem. Kiedy znajdziecie się na otwartym terenie i wzejdzie słońce, upewnijcie się, że nikogo nie
ma tĹ‚umaczenia pisemne w pobliżu, a potem oderwijcie się od kolumny. Pozostali rycerze pojadą do Demos. Jeżeli zaś ktokolwiek chciałby was śledzić, to nie będzie wiedział, że jesteście w środku licznej grupy.
- Teraz już wiem, dlaczego zostałeś mistrzem, przyjacielu. - Sparhawk uśmiechnął się szeroko. - Kto poprowadzi kolumnę?
- Pan Olven.
- To dobrze. Na panu Olvenie można polegać.
- Jedź z Bogiem, Sparhawku - powiedział Vanion, ściskając rosłemu rycerzowi prawicę - i bądź ostrożny.
- Z całą pewnością będę się o to starał.
Olven był wysokim postawnym mężczyzną. Na jego obliczu widniało kilka czerwonych blizn. Wyszedł z budynku siedziby zakonu odziany w
oksydowaną na czarno zbroję. Za nim szli rycerze, którzy pod jego dowództwem udawali się do Demos.
- Miło cię znowu widzieć, panie Sparhawku - rzekł, gdy Vanion znikł we wnętrzu zamku. Olven mówił bardzo cicho, aby nie wzbudzić podejrzeń wśród gwardzistów prymasa obozujących pod bramą. - A więc dobrze - ciągnął - ty i reszta pojedziecie w środku. Przy tej mgle szpiedzy Anniasa prawdopodobnie was nie zauważą. Spuścimy most zwodzony i ruszymy z kopyta. Nie chciałbym, abyśmy byli wystawieni na ich spojrzenia dłużej niż minutę czy dwie.
- Panie Olvenie, pierwszy raz od dwudziestu lat słyszę, byś powiedział naraz aż
tłumaczenia pisemne -
|